Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 24 września 2013

KTOKOLWIEK WIDZIAŁ, KTOKOLWIEK COŚ WIE

O EKSPERTACH PANA LASKA ??? 

 

 

" Ja w 15 minut po pokazaniu foto 10 kwietnia 2010 ze Smoleńska stwierdziłem, że to wybuch"

~zacny~WSPOMNIENIA INTERNAUTY

"Jestem większym ekspertem od katastrof niż Lasek , TVN, PO i reszta żydów. Ja uczestniczyłem w oględzinach 3 wielkich i jedynych w Polsce katastrof lotniczych: brytyjskiego Cometa ( zbliżony do TU-154) , IŁ62 na Okęciu i IŁ62 w Lesie Kabackim. Ostatniego widziałem w locie i wybuch. W Comecie był sabotaż ( 7 ofiar) , aby nie pozwolić Polsce na ich zakup. IŁ62 zgodnie z technologią radziecką musiał się rozwalić , bo wał turbiny był nieprawidłowo zaprojektowany i produkowany. Lasek i jego zespół nie ma takiego doświadczenia jak moje, oni oglądali awionetki. Dodatkowo obejrzałem 15 filmów Discovery z innych katastrof. Ja w 15 minut po pokazaniu foto 10 kwietnia 2010 ze Smoleńska stwierdziłem, że to wybuch.

Sposób przekazywania wiadomości przez PO utwierdził mnie w tym, że to zamach wspólny polsko-radziecki. 3,5 roku sabotażu rządowego i prokuratorskiego pozbywa mnie cienia wątpliwości, że to zamach. Fakt, że sowieci przez 4 pierwsze godziny, zbierali szczątki samolotu i znosili do centrum, nieodwracalnie obciąża winą Rosjan. Dodatkowo nie dopuścili na miejsce nikogo ( za wyjątkiem Tuska) ze strony polskiej. Fakt, że Tusk zakazał otwierania trumien, a prokuratora nie dokonała obligatoryjnej sekcji 96 ciał, nieodwracalnie obciąża Tuska. Fakt, że sowieci nie sporządzili żadnej wiarygodnej dokumentacji z katastrofy ( zaginęła im 1 skrzynka, a to nie był ocean) i dokonali setek oszustw i sfałszowań oraz zniszczyli 70% wraku samolotu jest dowodem ich dywersji .

Przypomnę, że w 83r. zestrzelili pasażerskiego Jumbojeta KAL i zabili 300 ludzi, a publicznie oświadczyli, że KAL był na ich radarach i widzieli jak poleciał do Japonii. Fakt, że komisja Millera sfałszowała dane do raportu ( usunęli istnienie TAWS 38, potwierdzającego, że TU przeleciał nad brzozą na wys. 26 m, ukryli foto satelitarne pokazujące pierwotny rozrzut szczątków) , dowodzi, że komisja i rząd Tuska to kryminaliści. 

Fakt, że 3,5 roku rząd zwalcza i terroryzuje krytyków raportu Annodiny , zwalcza demokratyczne żądania publicznego dochodzenia zbrodni w Smoleńsku, a ostatnio uruchomił wraz z żydami, nikczemną nagonkę na profesorów , podobną do akcji z 68 roku ( syjoniści do Syjamu) , dowodzi, że jest to rząd faszystowsko-żydowski."...!

Śledczy wznowią śledztwo ws. telefonu śp. Prezydenta. Uda się ustalić, kto dzwonił z aparatu śp. Lecha Kaczyńskiego?

 

Śledztwo dotyczące bezprawnego korzystania z telefonu śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego zostanie wznowione. Sprawę dot. użytkowania aparatu po katastrofie smoleńskiej zawieszono w związku z oczekiwaniem na rosyjskie dokumenty w tej sprawie.

Jak pisze "Nasz Dziennik" materiały z Rosji już zostały przysłane. Dotyczą one m.in. wykazu połączeń oraz logowań telefonu Lecha Kaczyńskiego do rosyjskich stacji BTS.

Materiały 30 stron, ale zdaniem śledczych są wyczerpujące i nie trzeba będzie wnioskować o ich uzupełnienie. Potwierdza to w rozmowie z "ND" rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Dariusz Ślepokura.

Jak mówi, trwa także analiza obszernych materiałów dot. oględzin miejsca katastrofy, przekazanych przez wojskowych śledczych. Jest ich mnóstwo, trzeba z nich wyłuskać informacje o prezydenckim telefonie – wyjaśnia rzecznik.
Chodzi o informacje umożliwiające ustalenie miejsca i okoliczności odnalezienia aparatu oraz osoby, która to uczyniła
– precyzuje.

Ślepokura wskazuje, że decyzja o wznowieniu śledztwa to kwestia kilkunastu dni:
Obecnie prokurator jeszcze analizuje te dokumenty i po zapoznaniu się z nimi podejmie decyzję o podjęciu zawieszonego śledztwa.
Śledztwo dotyczące bezprawnego wykorzystania telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, do którego doszło 10 i 11 kwietnia 2010 r., wszczęto w maju ubiegłego roku. Ustalono, że w dniu katastrofy z aparatu wykonano dwa połączenia wychodzące: o godz. 12.46 i o godz. 16.24 czasu polskiego. Telefon został użyty jeszcze następnego dnia o godz. 12.18 czasu polskiego.

Co zastanawiające polskie służby specjalne nie zareagowały na tragedię smoleńską w sposób prawidłowy. Telefon używany przez Prezydenta RP nie został wyłączony.

Więcej w "Naszym Dzienniku"

 

PRZERAŻENIE I STRACH DONALDA TUSKA

Kabaret Donalda Tuska

 

Widać olbrzymi starach i przerażenie, które skutkuje próbą zmuszenia świata nauki, aby przestał zajmować się katastrofą smoleńską – powiedział poseł Antoni Macierewicz.
Szef parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy z 10 kwietnia odniósł się do słów premiera Donalda Tuska.
Szef rządu oświadczył, że nie jest w stanie udawać, że „poważnie traktuje Macierewicza i jego zespół”, stwierdził, że jest to „niebezpieczny dla Polski Kabaret w reżyserii Macierewicza”. Poseł stwierdził, że autor tych słów powinien się wstydzić, to osoba, która pełni funkcję premiera.
Antoni Macierewicz podkreśla też, że praca zespołu doprowadziła do tego, że miesiąc temu prokuratura zmieniła zdanie i zaczęła badać wątek zamachu. Ponadto Andrzej Seremet zmienił stanowisko i oświadczył, że wrak i czarne skrzynki są głównym materiałem dowodowym, bez którego Polska nie zakończy śledztwa.
- Nie da się ukryć, że atak pana Donalda Tuska na zespół parlamentarny wynika ze strachu, że sypie się strasznie jego dotychczasowa strategia oparta na oddaniu wszystkich materiałów, oddaniu całego śledztwa Rosji i podtrzymywaniu, że raport Millera, w którym gen. Błasik odgrywa główną rolę, w którym gen. Błasik dyktuje wysokości, mówi, że nic nie widać, że jest w kokpicie, drzewo jest ścięte na 5 metrach. Te wszystkie kłamstwa i bzdury stanowią fundament myślenia pana Donalda Tuska i zamknięcia sprawy smoleńskiej. Sprawa smoleńska nie jest zamknięta – powiedział poseł Antoni Macierewicz.
Sprawa katastrofy wymaga badania i konfrontacji różnych poglądów i odrzucenia kłamstw, a jak mówił tego poseł Donald Tusk boi się najbardziej i reaguje histerycznie na propozycje szefa PAN.
Prof. Michał Kleiber ponownie wezwał obie strony do debaty. Poinformował, że konferencja mogłaby się odbyć za kilka miesięcy, najwcześniej na przełomie roku.
- Wyraziliśmy zgodę na konferencję i chętnie w niej weźmiemy udział. Choć oczywiście byłoby dobrze, gdyby eksperci rządowi przyszli także na konferencje prof. Witakowskiego, która już udowodniła swoją kompetencję w zeszłym roku gromadząc ponad 130 naukowców. Oni przyjadą za miesiąc do Polski i byłoby dobrze gdyby Donald Tuska nie bał się i wysłał tam swoich przedstawicieli – podkreśla poseł Antoni Macierewicz.
Konferencja planowana jest 23 października w Warszawie. Organizatorzy na razie nie podają konkretnego miejsca spotkania z obawy na możliwość utrudniania znalezienia lokalu.

poniedziałek, 23 września 2013

Ewa Kochanowska: "Naukowcy korzystają z praw, które nie podlegają ocenie mediów. Uczelnie odgrywają bardzo żałosną rolę".

 


wPolityce.pl: Jak pani ocenia to, co dzieje się wokół ekspertów, współpracujących z zespołem parlamentarnym? Do nagonki wpisał się znów rektor Politechniki Warszawskiej, który w "Gazecie Wyborczej" powtarza tezy oświadczenia PW i AGH, w którym uczelnie odcinają się od profesorów i ich pracy ws. smoleńskiej. Wiele osób wskazuje, że to przypomina nagonki z czasów PRL-u.

Ewa Kochanowska, wdowa po śp. Januszu Kochanowskim: Trzeba zaznaczyć, że wciąż zajmujemy się nie tym tematem, co trzeba. Nie zajmujemy się wyjaśnianiem katastrofy smoleńskiej. Zajmujemy się pomówieniami, plotkami, deprecjonowaniem uczonych. To nie jest wyłącznie metoda wszechobecna w PRL-u, o czym obecnie słyszy się często. Taki sposób działania stosuje się wobec przeciwników także w III RP. Ich trzeba zniszczyć, ośmieszyć, zdeprecjonować dorobek naukowy, trzeba im odebrać wiarygodność i zastraszyć. W całej sprawie bardzo żałosną rolę odgrywają właśnie chociażby uczelnie, które wręcz pod groźbą utraty pracy zabraniają swoim pracownikom zajmowania się katastrofą smoleńską i są pierwsi w kolejce do „odcinania się” od nich. Podobnie zresztą zachowują się wojskowi. Tu rozkazem zakazano jakichkolwiek wypowiedzi odbiegających od wersji oficjalnej. Tymczasem z najlepszej wiedzy niezależnych naukowców wynika, że oficjalna wersja wydarzeń jest nieprawdziwa. A przecież oni korzystają z praw, które są niepodważalne. Oni korzystają z praw fizyki, chemii, dynamiki. Korzystają z praw, które nie podlegają ocenie tych mediów, które usiłują nam wmówić, że dwa plus dwa to nie jest cztery.

Mimo nacisku mediów i władzy coraz więcej naukowców mówi o swoich wątpliwościach i wskazuje, że oficjalna wersja wydarzeń "nie trzyma się kupy"...

Ci ludzie swoje ekspertyzy przygotowują bezinteresownie, zgodnie ze swoim najlepszym doświadczeniem zawodowym, dążąc do prawdy. Gdy sięgnie się natomiast do obiektywnych narzędzi, okazuje się, że zarówno w raporcie Anodiny, jak i raporcie Millera są błędy, które przeczą nauce.

Dziś gonimy w kółko pod dyktando Macieja Laska i strony rządowej. To skutek początkowych zaniedbań?

Znów wracamy do refleksji i pytania, dlaczego katastrofa smoleńska nie została poddana badaniu niezależnych ekspertów, czy niezależnych instytucji. I nie chodzi mi tutaj o opinie, które słyszę często, że w śledztwie powinno nam pomóc jakieś inne państwo. To błędne wyobrażenie. Cały czas zapomina się, że istnieją jednostki w różnych krajach, które przeprowadzają profesjonalnie badania katastrof lotniczych. To jest ich jedyne zadanie i bezwzględnie należało taką instytucję wynająć. Wynająć, to znaczy zapłacić za wykonywaną usługę. Problem finansowy nie jest tu bez znaczenia. Prokuratura nie ma pieniędzy na zlecanie badań, które sama powinna wykonać i nawet rodziny płacą prokuraturze za skopiowanie dokumentów. Co więcej w Polsce komisje badające wypadki lotnicze są powoływane ad hoc, w momencie wypadku. Dziwi również, że tak często słyszymy o specjalistach od badania katastrof. Przecież na badanie katastrofy składają się setki czynności. Powinny je wykonywać i wykonują poszczególne jednostki i poszczególni eksperci. To Instytut Sehna bada kopie czarnych skrzynek, a nie są one w orbicie zainteresowania np. specjalistów od dynamiki.

O co więc chodzi tym, którzy mówią, że jedynie eksperci od katastrof powinni zajmować się Smoleńskiem?

Podejrzewam, że wojna, którą wytoczono niezależnym ekspertom, ma poważniejszy cel. Chodzi o inicjatywę prezesa PAN-u. Lasek nie może się już dłużej uchylać od publicznej dyskusji, eliminuje się więc niezależnych ekspertów, aby wybrać sobie właściwych partnerów do dyskusji i w świetle kamer pokazać publiczności nowy „okrągły stół” smoleński.

Która ze stron - rządowa czy nieoficjalna - jest w pani ocenie bardziej wiarygodna?

Zarówno prokuratorzy, wobec których toczy się postępowanie o niedopełnienie obowiązków, jak i komisja Millera (bo pan Lasek jest tylko propagatorem ustaleń tej komisji), nie są dla mnie stroną wiarygodną, bo wobec ich też są bardzo poważne wątpliwości, które próbują wyjaśnić osoby niezależnie czy naukowcy współpracujący z zespołem parlamentarnym. W świetle tego, co powiedziałam wcześniej, pod dużym znakiem zapytania staje także inicjatywa prof. Kleibera.

Działania prokuratury w pani ocenie zmierzają do weryfikacji wątpliwości naukowców? Znalazła pani choć sugestie, że śledczy starają się te sprawy wyjaśnić?

Widać ogromną presję na prokuraturę. Ona sama zapewne chętnie zamknęłaby to śledztwo i przestałaby się zajmować sprawą smoleńską. Śledczy uznają, że wszystko w tej sprawie jest jasne. Nie widzę ze strony prokuratury żadnych działań mających na celu weryfikację wątpliwości. Również protokoły ujawnione przez prokuraturę pokazują, że śledczy nie traktują innych niż oficjalne badań z należytą powagą.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

 

ZACIERANIE ŚLADÓW 





Od tragedii w Smoleńsku minęło 41 miesięcy, a Polacy wciąż nie mają wiedzy o jej przyczynach. Śledztwo nie wykluczyło nawet hipotezy o zamachu. Rząd ukrywa zdjęcia satelitarne, które otrzymał z USA, oraz zapisy kontrwywiadu dotyczące lotu.

Minister Witold Waszczykowski z BBN powiedział "Gazecie Polskiej", że powinniśmy przynajmniej mieć informacje, co się nie stało - że nie uderzył piorun, rakieta, nie wybuchła bomba. Mijają kolejne tygodnie, a my wciąż nic nie wiemy. Minęły ponad 3 lata a My mamy istny bajzel i ZACIERANIE ŚLADÓW tego co się na prawdę stało 10 kwietnia 2010 roku.

Nie zbadano m.in. przedmiotów pochodzących z kabiny pasażerskiej. Rosjanie wymuszali na rodzinach ofiar, by wyrazili zgodę na spalenie odzieży ofiar - podsuwając rodzinom do podpisu upoważnienia na piśmie. Polski rząd nie zapewnił rodzinom ofiar żadnej pomocy prawnej. Tymczasem Rosjanie oficjalnie niszczyli dowody w śledztwie, bez sprzeciwu polskiej prokuratury.

Niedługo po katastrofie pojawiła się informacja, że Rosjanie muszą zebrać około metra podłoża, bo rzeczy osobiste ofiar powbijały się aż tak głęboko w ziemię. Jeśli przyczyną katastrofy byłby zamach, to sprawcy, aby zatrzeć ślady - jak twierdzą specjaliści od badań fizyko-chemicznych - usuną około metra ziemi, bo analiza chromatograficzna gruntu do głębokości 70-100 cm wykazałaby ślady wybuchu.

Wykazałyby to też sekcje zwłok. Jednak w Polsce ich nie przeprowadzono na wszystkich ciałach, a w Rosji odbyły się ledwie pobieżne oględziny. Ani prokuratorzy polscy, ani rodziny ofiar nie znają dotychczas wyników tych badań. Pani Anna Walentynowicz do dnia dzisiejszego nie jest tą zidentyfikowaną wcześniej osobą, która leży w grobie rodzinnym...

Prokuratura Generalna zamiast ogłaszać kolejne "rewelacje", np. o hipotezie zakłóceń urządzeń samolotu przez włączone telefony komórkowe, może jeszcze ujawnić, kto i jak blokuje ujawnienie prawdy, tym samym oczyścić się z współuczestnictwa w zacieraniu śladów. Potem będzie to już niemożliwe.
A Rząd, który dopuszcza się matactwa prędzej czy później zapłaci przed narodem za własne błędy.


Zapraszamy na ŻĄDAMY PRAWDY

WSTRZĄSAJĄCE RELACJE OJCA JUSTYNY MONIUSZKO



Ciała Justyny nie umyto po katastrofie. Było pokryte jakimś błotem - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Zdzisław Moniuszko, ojciec Justyny Moniuszko, stewardesy, która 10 kwietnia 2010 r. zginęła w katastrofie pod Smoleńskiem.

Zdzisław Moniuszko opowiada, że tuż przed identyfikacją ciała Ewa Kopacz ostrzegła rodzinę, że będzie to "bardzo trudne". Minister zdrowia miała powiedzieć, że "wszystkie ciała, które pozostały
jeszcze do rozpoznania, są rozczłonkowane, że właściwie do rozpoznania pozostały tylko szczątki ciał".

Ojciec Justyny Moniuszko mówi, że jego żona był tą wiadomością
"porażona". Jak się okazało, Ewa Kopacz wprowadziła rodzinę w błąd, ponieważ ciało kobiety było w stanie nienaruszonym. "Pani minister niepotrzebnie doprowadziła żonę do kolejnej już, strasznej traumy".

Okazało się jednak, że ciało Justyny Moniuszko nie zostało przed
identyfikacją umyte. Było pokryte błotem. Dopiero po interwencji rodziny Rosjanie umyli ciało.

Skandaliczne błędy


Zdzisław Moniuszko przyznaje, że w opisie ciała sporządzonym przez stronę rosyjską były skandaliczne błędy. W dokumentach wpisano imię i nazwisko innej osoby. Rodzina za pośrednictwem tłumacza poinformowała o tym Rosjan. Ale - jak przyznaje pan Zdzisław - nie wie "co było dalej z tą sprawą".

Co więcej, strona rosyjska miała nie zgodzić się na to, by do trumny
Justyny Moniuszko włożyć różaniec, a także, by ubrać ją w strój
przygotowany przez rodzinę.

Ojciec ze smutkiem przyznaje, że wśród rzeczy kobiety nie było
pierścionka, a także szwajcarskiego zegarka. Zdzisław Moniuszko mówi także, że nie wierzy, w to że w najbliższym czasie poznamy "rzeczywisty przebieg zdarzeń", który doprowadził do katastrofy. Przekonuje, że zarówno komisja Millera, jak i prokuratura
"przyjęły pozycję strusia".

"Głowa w piach, a kuper w stronę tych, którzy mają poważne wątpliwości co do ustaleń ich specjalistów" - ocenia Moniuszko. Dodaje, że ma poczucie, że nie ma się do kogo zwrócić w tej sprawie. Jak mówi, nawet premier na spotkaniu z rodzinami "potrafił obrazić wdowę".

Pytany o sprawę ekshumacji ofiar katastrofy przyznaje, że nie ma
pewności, że w rodzinnym grobie spoczywa ciało Justyny Moniuszko.

"Ujawnienie rażących zaniedbań zasiało niepokój" - powiedział.

 ŻĄDAMY PRAWDY 

"POLSKI PREZYDENT ZOSTAŁ W ROSJI ZAMORDOWANY"

 



Bulwar nad Odrą we Wrocławiu nosi imię Marii i Lecha Kaczyńskich.

Z inicjatywą nadania bulwarowi imienia zmarłej pary prezydenckiej wystąpili związkowcy z "Solidarności" i władze samorządowe.

W uroczystości uczestniczyli posłowie i senatorowie, władze wojewódzkie i samorządowe, związkowcy, a także przedstawiciele "Solidarności" i Solidarnych 2010. Przyniesiono również transparent z napisem: "Polski prezydent został w Rosji zamordowany".